Przejdź do głównej zawartości

Dzień wolny w Szkocji

Ratujcie Braciszkowie!
Wychodźcie z wigwamów, schwyćcie swe bębny i bimbałki i odprawiajcie nade mną czary!
Czarne chmury zawisły nad Iwoną Dziurą, znowu nadeszły chude lata!
Pech jak ten rzep psiego ogona raz się mnie uczepiwszy oderwać się nie da żadnym sposobem...!

IWONY DZIURY DZIEŃ WOLNY CZYLI ILE PECHA MOŻE CIĘ SPOTKAĆ W STOLICY SZKOCJI W PRZECIĄGU 24 GODZIN

1.      "Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje"

Choć pogoda oślizgła, wieje złem jak to w Szkocji na początku roku, człowiek jakoś tak jak ma wolne chętniej jednak zdziera swoje zwłoki z wyra.
Podejrzanie zimno dzisiaj, musiał być jakiś przymrozek...Trzęsawka na całego, ale  Iwona Dziura się nie poddaje. Przecież dzisiaj wolne, zaraz zorganizuje sobie wspaniałą kąpiel i niczym ta Kleopatra będzie się nurzać w gorącej wannie wypełnionej pachnidłami i płatkami róż! Kawusia zaparzona, przygotowania do kąpieli trwają, zanim woda się napuści Iwona Dziura przygotuje jeszcze oprawę muzyczną… jak sobie dogadzać, to na całego!
Gotowe! Już zdejmuje pidżamkę, juz gęba jej się cieszy, już śmiało pakuje swe cielsko do krainy rozkoszy...

RATUUUUUUUUUUNKU!!!!!!!

Szybki sus powrotny, epoka lodowcowa część piąta, pomocy, braciszkowie, plejstocen!
Woda lodowata, żem się poczuła jak te morsy masochistyczne, co to w przerębli w miesiącach zimowych nie wiadomo czemu zanurzają odwłoki! Jeno ja nie z własnej woli!
I co to za hałasy z przedpokoju dobiegają??! Chata nam się wali czy to jaki wulkan szkocki??!!!
Wylatuję z łazienki w stroju Ewy. Bojler świeci na czerwono, huk niemiłosierny, para bucha, Jezuuusie zaraz cały Dom Ślimaka wyleci w powietrze!!
Panika i osrane gacie, ale po jakiejś minucie spodziewanej eksplozji jak nie było, tak nie ma, a ja dalej stoję tam gdzie stałam goła jak święty turecki dygocąc z zimna. Więc to chyba jeszcze nie jest piekło.
Czyli ogrzewanie i ciepła woda wysiadły, trudno. Teraz nie ma czasu się nad tym zastanawiać, bo przecież Iwona Dziura za godzin parę na obiad jest proszona, dokładniej na Christmas Party firmy dla której tyra ostatnimi czasy. Poważna sprawa: menadżery, superwajzory i nie wiadomo kto jeszcze, trzeba wyglądać jak ludź. A strój wciąż nieskompletowany jeszcze i szkła kontaktowe trzeba zakupić żeby dojrzeć te rarytasy, co to podobnież na stole znaleźć się mają.

2. "Baba z zakupów zawsze rada"

Wyruszam więc na miasto nieumyta, piździca na całego, ale co wam będę, braciszkowie opowiadać, sami pomieszkajcie chwilę w Szkocji to dopiero zrozumiecie co znaczy prawdziwa wichura.
Pierwszy sklep, drugi sklep, już tylko rajstopki trzeba dokupić. Sukienka strojna, zwiewna, wyglądam w niej niczym młoda łania! Chociaż raz Iwona Dziura będzie się prezentować jak dama.
Czas do domu, tylko znowu masz ci los: przeceny poświąteczne, łachy za bezcen! Zapadam w temat chociaż zegar goni... Spodnie za pięć funciaków! Muszę je mieć, zmierzmy tylko czy aby na pewno na dupę wejdą?
Dalej kobiety, co kolejka tak wolno idzie, Iwona Dziura czasu nie ma, to będzie najszybsza przymiarka w jej życiu!! Rozpór odpinam już zawczasu, dopadam wreszcie przymierzalni.
Jedna noga już wywleczona z nogawki, przy drugiej but mi się zaklinował... próbuję salwować się podparciem o ścianę, ale równowaga raz utracona nie udaje się odzyskać...

BUUUUUUUUUUUUUM
...
...
...
- Are you ok?
...
Zszokowana, próbując podnieść się z ziemi, zauważam ekspedientkę śpieszącą mi na ratunek.
...
Ale siara, teraz gapią się już wszyscy.
I co się patrzysz krowo jedna z drugą? Nigdy nie zdarzyło ci się wywinąć orła w przymierzalni?! Wielkie mi rzeczy.
 Naburmuszona na powrót zasuwam zasłonkę i z niepokojem spoglądam w lustro.
Ryło chwała bogu całe, za to na kolanku śliwa jak sie patrzy. Rajstopek nie ma już co kupować. Pochodzone w sukience na dzisiaj.
Rezygnacja. Trzeba będzie wyciągnąć jakieś stare szmaty z szafy, bo czasu już brak na przebieranie w fatałaszkach. Niechże chociaż szkła kontaktowe zakupię, by nacieszyć gały kreacjami innych.
U optyka kolejny cios.
- Chyba sobie pani żartuje, jaka znowu recepta??!!! To tabletki wczesnoporonne kupię w pierwszym lepszym sklepie bez żadnego papierka, a do szkieł kontaktowych muszę mieć RECEPTĘ??!!! - drę się wygrażając paluchem babie za ladą.
- Zrozum pani, to jest emergency, jak mam na imprezę ślepa iść?! Co jeśli poczwarze jakiej dam swój numer telefonu?! Co za kraj, co za reguły, bollocks, bollocks!!!! - wrzeszczę na bogu ducha winną kobiecinę i czerwona ze złości opuszczam lokal.

3. "Pies w dom, Bóg w dom"

W domu łatwo mi ostudzić emocje, bo temperatura zmalała drastycznie z racji awarii bojlera. Psu chyba też zimno, bo jakoś się dziwnie wierci od kiedy przyszłam. Na szczęście przy robieniu ekspresowego mejkapu, rozgrzewam się do tego stopnia, że aż muszę się znowu  przebrać, bo wodociągi pod pachami już jak z Edynburga do Londynu.
Gotowe. Jeszcze tylko jedna sprawa do odhaczenia i mogę lecieć w tango.
...
PRFFFFFFFFFFFF PRRRRRRRRRRRRFFFFFFFFFFFF
...
- Gdzie jesteś? - dostaję smsa od kumpla - wszyscy są już na miejscu, pośpiesz się.
Mój pies ma biegunkę - odpisuję zrezygnowana i zastanawiam się, czym najlepiej wywabić plamy z białego dywanu - Gadzina musiała znowu podjadać coś z hasioka, będę później.
W Szkocji nie ma przeproś, kupę po psie musisz zbierać. A jaki pies taka kupa, braciszkowie, z labradorem nie ma żartów. Wątpliwa szczególnie dzisiaj to przyjemność, ale Iwona Dziura się nie poddaje. Szkoda tylko, że worków zapomniała. Pies się napręża, sąsiedzi nerwowo łypią z okien gotowi zlinczować, jak nie posprząta.
Presja jest, ale główka pracuje.
Ze śmietnika na rogu wystaje jednorazowa siatka z Lidla. Nie ma takich słów, by opisać moją radość kiedy wygrzebuję ją spośród innych śmieci, ani nie ma takich słów, żeby opisać moją nienawiść do świata i żal do losu kiedy okazuje się, że reklamówka jest nieszczelna.

4. Kto dużo filozofuje, ten w życiu biedę klepie

Obiad jak to obiad, wszyscy mamy trochę kołki w dupach, bo w końcu to spynd pracowniczy a nie posiadówa u kumpla w kanciapie. Na szczęście obiad szybko się kończy, a otwarty bar nie, więc zaczyna się robić coraz bardziej swojsko. Do czasu, kiedy przenosimy sie do klubu, gdzie kolejny raz tracę wiarę w ludzi.
No bo jak można, braciszkowie, się gibać do jakiegoś umcy umcy, przecież to uwłacza rodzajowi ludzkiemu, który podobnież odznacza sie tym od wszelakiego zwierza, ze w tej mózgownicy jednak mu się coś kołacze.
Zniesmaczona opuszczam zatem swoje stado czy też raczej impreza zaczyna się kręcić, ale już beze mnie. Zajmuję standardową pozycję Iwony Dziury w klubie, czyli róg sali z widokiem na parkiet i biernie obserwuję nowe trendy w pląsaniu współczesnym.
Gwoli wyjaśnienia: nie wywyższam się nic a nic, braciszkowie! Po prawdzie czuję ukłucie zazdrości, że ten czy ów popiwszy delikatnie potrafi dansując czas sobie i innym umilić, a i przy tym zaciekawić swoją osobą płeć przeciwną. Taki już ze mnie zaścian muzyczny i tyle.
I tak to sobie dumając, braciszkowie, nad powyższym oraz nad sensem istnienia, naturą świata i złożonością materii, przez chwilę znalazłam się ponad wszystkim w platońskiej jaskini. Odrzuciłam to, co materialne, by za chwilę skonstatować, że prawie cały mój doczesny dobytek przepadł w nieznane.
Telefonu brak, piniendzy i kluczy brak, dowodu brak, w ogóle torebki nie ma i już nigdy nie będzie i pozostaje już tylko picie wódki na barze w towarzystwie ludzi,  którzy współczują ci do tego stopnia, że stawiają następne drinki, co by ból utraty dóbr doczesnych był do zniesienia.

Powiadają, braciszkowie, że nieszczęścia chodzą parami. Bzdura! Pech jest jak lawina, pędzi z górki na pazurki, ratuj się kto może!
Ale i mawiają, słusznie tym razem, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
I tak to nastąpiła reaktywacja bloga, bo też od kiedy telefonu nie posiadam i po raz kolejny w życiu jestem goła i wesoła, spędzam czas bardziej konstruktywnie i twórczo, czego i Wam kochani życzę:)))

Z obywatelskim pozdrowieniem prosto ze stolicy Szkocji,

Wasza Iwona McDziursson. 


http://www.facebook.com/iwonadziurabezendu


Komentarze

Etykiety

Pokaż więcej

Popularne posty z tego bloga

Chomiczy pogrzeb

"(...) Pogrzeb odbywa się w godzinach wieczornych na skwerze poza terenem hostelu — zapewne by uniknąć zbytniego zainteresowania ze strony kociej rodziny winowajcy. Drobne chomicze ciałka w pudełku po butach przykryte są całunem z ręcznie haftowanej chusteczki do nosa. Po oddaniu honorów, zostają złożone do masowej mogiły pod dębem. Recepcjonista trzyma się dzielnie. Ja, nękana wyrzutami sumienia, gorzej. Może gdybym pomogła chłopakom przy deskach, zamiast siedzieć sobie na kanapie i biernie obserwować, trzy małe duszyczki nie ulotniłyby się na moich oczach, a recepcjonista nie obwiniał się teraz za ich śmierć? (…)
W pochówku, poza naszą dwójką, uczestniczą pozostali goście hostelowi. Ceremonia przyciąga też sporo gapiów. Musimy stanowić interesujący obrazek. Do Mołdawii nie zapuszcza się wielu turystów, a jeszcze mniej z nich daje się wciągnąć w obrzędy pogrzebowe miejscowych gryzoni".
(fragment „Dziury w podróży”, część „Trzy imprezy i pogrzeb w Mołdawii — Hostel zoologiczny…

Prezydent Piekar Śląskich

Zaszczytnie było mi podpisywać "Dziurę w podróży" dla Pani Prezydent Piekar Śląskich Sławy Umińskiej-Duraj!
Dziękuję raz jeszcze Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Teodora Heneczka w Piekarach Śląskich za zaproszenie na dzisiejszą imprezę Narodowe Czytanie w Piekarach Śląskich! Z przyjemnością odczytałam wesoły fragment pamiętników Aleksandra Fredry - jednego z moich literackich wzorów! Dziękuję również wspaniałej Publiczności za gromkie oklaski! Oby więcej podobnych wydarzeń w regionie!

Kobierce i dywany

Przy okazji Walentynek nawiedziło mnie wspomnienie z czasów, kiedy na randki w ciemno umawiało się za pośrednictwem IRC-a (starożytny internetowy kanał komunikacyjny).
Otóż, spotkałam się przy takiej okazji na Rynku w Bytomiu z gościem, który zaprosił mnie na randkę tramwajem do Reala. Był to wówczas pierwszy hipermarket w okolicy, który szybko stał się modnym miejscem spotkań młodzieży i nie tylko. 
To, że koleś wziął mnie na randkę tramwajem do marketu, to jeszcze nic. Najbardziej interesujący okazał się cel wyprawy, bo jak uczciwie wyjaśnił mi zaraz na początku spotkania, miał nim być… zakup dywanu. W tamtym okresie czytałam dużo horrorów i dywan kojarzył mi się głównie z wynoszeniem zawiniętych w niego zwłok, ale zaintrygowała mnie ta misja, więc się zgodziłam. 
Na szczęście już w tramwaju okazało się, że mój nowy znajomy raczej nie ma złych intencji, a po prostu fascynuje się dywanami i szuka bratniej duszy, którą mógłby zarazić swoją pasją. Zanim jeszcze zaszliśmy na przystanek zac…