Przejdź do głównej zawartości

Z kurą jak z jajkiem!



Z kurą, która niemal pozbawiła mnie nogi.
Listwą widoczną w drugiej dłoni podpierałam się po ataku.

Przestrzegam szczególnie w okresie wielkanocnym — z kurą ostrożnie jak z jajkiem...!

Na szczęście w Anglii, gdzie zastała mnie w tym roku Wielkanoc, nie trzeba pakować niedoszłych pierzastych bestii do koszyczka. Ani pilnować potem, żeby nie wierciły się w nim do potłuku podczas kościelnego kropienia.

Zgodnie z tubylczym zwyczajem, wystarczy zakupić paletę jaj czekoladowych, a później ukryć je tu i tam w przydomowym ogródku. Po tych zabiegach następuje oczekiwanie na małoletnią hałastrę myśliwych, która lada chwila pojawia się na horyzoncie i zaczyna na nie „polować” (tzw. egg hunt).
Dzieciaki w Londynie mają łatwiej niż ich rówieśnicy w innych częściach kraju: tutejsze ogródki są tak mikroskopijne, że wytropienie smakołyków to kwestia najwyżej kilku minut. Natomiast czas konsumpcji upolowanych słodyczy jest porównywalny we wszystkich miejscach w kraju i wynosi od ułamka sekundy do dwóch!

Wam życzę, Braciszkowie, umiarkowanej konsumpcji, za to w radosnej atmosferze i doborowym towarzystwie!

P.S. Wątek wspomnianej na początku bitwy z kurzyną rozwijam w pomarańczowej kniżce (kto szuka, ten znajdzie na Allegro). J

Komentarze

Etykiety

Pokaż więcej

Popularne posty z tego bloga

Ormiańskie ślimaki pocztowe

Ormiańska poczta ma ruchy jak Franek Suchy. Kartka, którą wysłałam z Erywania... 4 lata (!) temu została właśnie bohatersko dostarczona do adresatki! xD  Możecie sobie wyobrazić, jakież było moje zaskoczenie, kiedy koleżanka wypaliła z podziękowaniami za pamięć po takim czasie... Spotykając się z moim niedowierzaniem, wysłała zdjęcie kartki, na którym, dla niepoznaki, poczta ormiańska przybiła stempel z roku bieżącego... Łezka zakręciła mi się w oku na wspomnienie tej kilkumiesięcznej wyprawy: zgubienie telefonu (mała strata, możliwość odkupienia) i... rasowego konia w dzikich górach Kaukazu (duża strata, brak możliwości odkupienia, planowanie ucieczki przed właścicielem przez granicę z Czeczenią), autostop bez trzymanki przez zniszczony wojną Górski Karabach (możliwość przejażdżki czołgiem) i masa kolorowych postaci poznanych w trasie... Książka miała powstać co najmniej dwa lata temu... I kto tu ma ruchy jak Franek Suchy??!! :P

Radio eM Katowice

Do posłuchania: audycja Magazyn podróżniczy Radia eM Świat jest piękny z zeszłej soboty: http://radioem.pl/doc/4268332.Z-Dziura-w-podrozy Dziękuję serdecznie świetnym prowadzącym (Barbara Hobzda i Marek Piechniczek) oraz reszcie Załogi Radio eM 107,6 Fm ! Miłego słuchania - ja tymczasem pędzę na Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie - uwidzim się tam dzisiaj o 12!

Moro(wa) lektura

Ze wszystkich zwierząt najbardziej boję się domowych kotów. Serio — kiedy bym nie gościła u znajomych czy nieznajomych „kociarzy”, historia się powtarza. A to kawał futra spada mi znienacka na plecy podczas porannego majstrowania przy ekspresie do kawy. A to dwie najeżone kule ze świecącymi ślepiami bębnią nagle po żołądku w środku nocy, otwierając sobie na moim bebolu jakiś koci park trampolin. A to puchate dziesięć kilo wskakuje za dnia na głowę, czochrając pazurami potylicę — zupełnie, jakby wydawało mu się, że jest bocianem, a ja słupem, na którego szczycie należy uwić gniazdo. Po wielu podobnych doświadczeniach, logika nakazywałaby raczej unikać miejsc, w których potencjalnie mogą mnie spotkać kolejne wypadki. Rzecz w tym, że zazwyczaj to z „kociarzami” właśnie świetnie się dogaduję, a co może i ważniejsze, to w ich domach najczęściej znajduję na półkach książki, które mnie oczarowują.  Tak też było i tym razem: buszując po nocy odnalazłam w domowej biblioteczce...